Kolekcja 2026/27 to pod tym względem sezon rekordowy: same nowe serie, dwa mocne pro-modele i wyraźny skręt w stronę desek damskich i młodzieżowych.
Autor: Piotr

Katalog CAPiTA to jeden z tych dokumentów, na które co roku czekam z niecierpliwością — bo marka z Seattle rzadko odgrzewa stare kotlety, a częściej dorzuca do stołu coś, czego jeszcze nie było. Kolekcja 2026/27 to pod tym względem sezon rekordowy: same nowe serie, dwa mocne pro-modele i wyraźny skręt w stronę desek damskich oraz młodzieżowych. Przejrzałem katalog od deski do deski i wybrałem cztery, które ruszyły mnie najmocniej — po jednej z każdego świata, w którym CAPiTA gra. Na koniec krótki przegląd reszty nowości, żebyś miał pełny obraz.
SIDEWINDER — carvingowa maszyna z kolekcji CAPiTA RESORT

Zacznę od deski, która najmocniej przemówiła do carvera we mnie. Sidewinder to zupełnie nowa seria w linii RESORT i CAPiTA nie ukrywa, do czego ją zbudowała: do rycia rowów w przygotowanym stoku z chirurgiczną precyzją. To directional shape z mocnym, dodatnim wygięciem (posi-camber) i skrętną sztywnością wyraźnie nastrojoną pod prowadzenie na krawędzi.
W praktyce oznacza to deskę, która sama wchodzi w skręt — wydłużone krzywizny na nosie ułatwiają zapoczątkowanie łuku, a zwężony obrys i pracujący, „artykułowany” tail dają mocne wyjście z zakrętu i wystrzeliwują cię w kolejny. Konstrukcyjnie mamy Dual Core, specjalny laminat, cztery carbonowo-aramidowe boostery i szybki, spiekany ślizg Quantum Drive. Co ważne — Sidewinder ma być jednocześnie osiągowy i przystępny cenowo, co w kategorii desek czysto carvingowych zdarza się rzadko. Jeśli twoje ulubione poranki to pusty, świeżo wyratrakowany stok o świcie, ta deska jest dla ciebie.

MIA BROOKES PRO — freestyle’owy pro-model mistrzyni świata

Druga deska to wydarzenie samo w sobie: pierwszy sygnowany model Mii Brookes, brytyjskiej mistrzyni świata w slopestyle, w kolekcji CAPiTA FREESTYLE. Punktem wyjścia jest jej ulubiony, wielokrotnie nagradzany kształt Birds of a Feather — ale doładowany. CAPiTA wsadziła tu ulepszony rdzeń i jeszcze szybszy ślizg, więc mówimy o wersji „na sterydach” znanej i lubianej deski.
To true twin (symetryczny) z hybrydowym camberem, stworzony pod kręcenie: szybkie rotacje, duże obroty i czyste lądowania. CAPiTA opisuje to jako osiągi na poziomie olimpijskim dla jeźdźca resortowego — i akurat w tym haśle nie ma przesady. Brookes wozi to na najwyższym poziomie sportu, ale deska ma być równie dobra na luźnych porannych lapach w parku, gdzie kręcisz swoje pierwsze frontside trójki. Rzadki przypadek, gdy pro-model faktycznie działa też pod zwykłego zjadacza rails i skoczni, a nie tylko pod okładkę.

THE MATRIARCH — freeride od Torsteina Horgmo

Jeśli jest jedna deska z tej kolekcji, która najbardziej rozgrzała moją wyobraźnię, to właśnie ta. The Matriarch to pro-model Torsteina Horgmo — i to jest ciekawe, bo Horgmo to legenda freestyle’u, a zaprojektował maszynę freeride’ową. Efekt? Deska, która patrzy na górę nie taką, jaka jest, ale taką, jaką mogłaby być: gdzie backcountry przecina się z kreatywnością rodem z parku.
Mamy directional shape z klasycznym camberem, profil Alpine V4 i — to najważniejsze z technicznego punktu widzenia — debiut zupełnie nowego rdzenia TRANSCEND CORE oraz dwóch amplifierów FAIRMAT Carbon. W przełożeniu na jazdę: eksplozywny pop, dużo kontroli i lekki, naturalny wypór na miękkim śniegu. To deska na backcountry transfery, na wewnątrzstokowy puch i na zmienny all-mountain, gdzie warunki potrafią się zmienić trzy razy w ciągu jednego zjazdu. Freeride slayer z freestyle’owym DNA — dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po desce zaprojektowanej przez skoczka.

ARTEMIS — damski freeride z DNA Mercury

Czwarta deska zamyka kolekcję po damskiej stronie freeride’u. Artemis to zupełnie nowa, wysokoosiągowa konstrukcja dla kobiet, które jeżdżą po górach z precyzją i konkretnym zamiarem — a jej rodowód prowadzi wprost do świetnie przyjętego Mercury, z którym dzieli nawet hasło „any time, any place”. To directional freeride shape z reaktywnym camberem pod stopami i wyższym, wypornym nosem.
Praktyczny przekład jest prosty: pewny chwyt krawędzi tam, gdzie musisz na nim polegać, i wypór tam, gdzie liczy się najbardziej. Premium konstrukcja trzyma to lekko i szybko, a nastrojony flex dodaje pewności przy prędkości. Tylne kotły, sidecountry, techniczne przejazdy między drzewami, popołudniowy „chop” zryty już przez innych — Artemis jest pomyślana tak, żeby ogarnąć pełne spektrum dużej góry. Dla dziewczyn, które chcą jednej deski na wszystkie dni w sezonie, to bardzo poważny kandydat.

Co jeszcze nowego u CAPiTA na 26/27?
Cztery powyższe deski to gwoździe programu, ale kolekcja 2026/27 ma pod maską więcej. Po stronie technologii najważniejszy jest debiut rdzenia TRANSCEND CORE (na pokładzie The Matriarch) oraz nowych wzmocnień FAIRMAT Carbon Amplifiers w wariantach 2x i 4x — CAPiTA konsekwentnie pracuje nad tym, żeby deski były lżejsze i lepiej tłumione bez utraty popu.
Drugi wyraźny trend to inwestycja w kolejne pokolenie i w jeżdżące dziewczyny. Debiutuje seria THE GLOW UP by Jess Kimura — deski dla nastolatek i przednastolatek gotowych podkręcić jazdę w parku i na stoku — wraz z mniejszą wersją THE GLOW UP MINI. Do tego dochodzi młodzieżowa linia YOUTH BRIGADE i jej wariant YOUTH BRIGADE MINI. Jak na jeden sezon, tyle nowych serii naraz to u CAPiTA rzadkość — i dobrze widziany sygnał, w którą stronę marka patrzy.
Mój typ na koniec
Gdybym miał postawić na jedną deskę z tej kolekcji, byłaby to The Matriarch — połączenie freeride’owej maszyny z freestyle’owym rodowodem Horgmo i nowym rdzeniem to dla mnie najciekawsza rzecz, jaką CAPiTA zrobiła w 26/27. Ale uczciwie: każda z tej czwórki trafia w inny typ jeźdźca, więc twój faworyt zależy od tego, gdzie najczęściej lądujesz — na wyratrakowanym stoku, w parku, w puchu czy między drzewami. Sezon zapowiada się mocno.


