Maj 2026, Riksgränsen, szwedzka Laponia. Hotel wybukowany do ostatniego pokoju, słońce, które praktycznie nie zachodzi, i quarterpipe zbudowany dokładnie tam, gdzie trzy dekady temu Ingemar Backman poleciał wyżej niż ktokolwiek przed nim. Tak wyglądało King Of The Hill Anniversary — jedno z najbardziej klimatycznych snowboardowych wydarzeń tego sezonu.

Powrót na miejsce legendy
Riksgränsen to nie jest zwykły ośrodek. Położony za kołem podbiegunowym, przy samej granicy szwedzko-norweskiej, od lat 90. pełni rolę nieoficjalnej stolicy skandynawskiego snowboardingu. Sezon trwa tu do późnej wiosny, a w maju zamiast nocy jest niekończący się złoty zmierzch — idealne warunki, żeby jeździć o każdej porze doby.
To właśnie tutaj, w maju 1996 roku podczas zawodów King of the Hill, Ingemar Backman wykonał backside air, który przeszedł do historii. Około 8,5 metra nad koroną quarterpipe’a — ówczesny rekord świata i moment, który na zawsze zmienił wyobrażenie o tym, co jest możliwe na desce. Zdjęcie tego lotu obiegło okładki snowboardowych magazynów na całym świecie i do dziś pozostaje jednym z najbardziej ikonicznych kadrów w historii naszego sportu.
W tym roku minęło równo 30 lat. I snowboardowy świat postanowił to uczcić tak, jak należy — nie galą, nie konferencją, tylko wspólną sesją na quarterpipe’ie. Dokładnie w tym samym miejscu.
Jak wyglądało KOTH 30
Jubileuszowy event odbył się w połowie maja, tuż po Riksgränsen Banked Slalom — klasycznym wiosennym zlocie skandynawskiej sceny, który co roku ściąga setki zapaleńców. Hotel w Riksgränsen (a Riksgränsen to w zasadzie hotel i niewiele więcej) pękał w szwach od riderów ze wszystkich pokoleń: od weteranów pamiętających złote lata 90., po młodych zawodników, dla których lot Backmana to mit znany z opowieści i archiwalnych klipów.


Sercem wydarzenia był oczywiście quarterpipe — zbudowany na wzór tego z 1996 roku. Ekipa budująca kończyła shape’owanie ściany o czwartej nad ranem, w arktycznym świetle białej nocy. Efekt? Przez kilka dni internet zalały klipy z sesji: ogromne method airy, hand plant’y, stylowe grab’y i przede wszystkim atmosfera, której nie da się podrobić. Bez bramek startowych, bez sędziów punktujących rotacje — czysty snowboarding dla snowboardingu.
Bo o to właśnie w King Of The Hill chodziło od zawsze. To nie były zawody w dzisiejszym, sportowym rozumieniu — to był zlot plemienia. W latach 90. do Riksgränsen przyjeżdżali najwięksi, z Craigiem Kellym na czele (to zresztą Kelly „odkrył” młodego Backmana na początku lat 90.), a ośrodek — w czasach gdy część kurortów zastanawiała się nad zakazem jazdy na desce — witał snowboardzistów z otwartymi ramionami.
Dlaczego ten lot wciąż robi wrażenie
Warto na chwilę zatrzymać się przy samym skoku z 1996 roku. Backman nie miał do dyspozycji perfekcyjnie wyshape’owanej ściany budowanej ratrakiem pod linijkę. Quarterpipe był kopany ręcznie, z takiego śniegu, jaki akurat był. Bez airbagów, bez analiz wideo, bez całego zaplecza współczesnego freestyle’u. Tylko prędkość, timing i odwaga.
Dlatego ten backside air do dziś funkcjonuje jako punkt odniesienia. Rekordy wysokości z quarterpipe’a były później bite — ale żaden kolejny lot nie miał już takiej siły rażenia. Jak ujął to Pat Moore przy okazji 20-lecia (tak, w 2016 roku też świętowano — z udziałem m.in. Nicolasa Müllera i Svena Thorgrena), skok Backmana na nowo zdefiniował granice tego, co możliwe na snowboardzie.
Galeria, którą trzeba zobaczyć
Jeśli chcecie poczuć klimat tegorocznego eventu, koniecznie zajrzyjcie do galerii zdjęć opublikowanej przez Beyond Medals — szwedzką markę założoną przez Tora Lundströma i Kevina Bäckströma. Znajdziecie tam serię fotografii z KOTH 30, w dużej części analogowych, które idealnie oddają ducha tego miejsca: surowe arktyczne światło, ściana quarterpipe’a i sylwetki riderów zawieszone nad nią dokładnie tak, jak Ingemar 30 lat temu.


Co z tego wynika dla nas?
KOTH 30 to dowód na coś, o czym łatwo zapomnieć w erze olimpijskich potrójnych corków: snowboarding to przede wszystkim kultura, nie tabela wyników. Jeden skok sprzed 30 lat potrafi ściągnąć w jedno miejsce kilka pokoleń riderów z całego świata — nie po medale, tylko po wspólną sesję i wieczorne opowieści.
Riksgränsen warto przy okazji zapisać sobie na liście marzeń. Sezon trwający do końca maja, jazda w świetle nocnego słońca i teren, który od 30 lat nie przestaje inspirować — to jeden z tych wyjazdów, które każdy snowboardzista powinien kiedyś zaliczyć.
A jeśli ktoś z Was był w tym roku na miejscu — dajcie znać w komentarzach albo na naszym Instagramie. Chętnie pokażemy Wasze zdjęcia i historie z Riksgränsen.


Źródła: Snowboard Magazine, NSD.se, Beyond Medals, materiały archiwalne Snowboarder Magazine i Onboard Magazine.
