Polish Winter DIY – recenzja

Data premiery: 27 stycznia 2021
Produkcja: Daniel Kozicki 
Czas: 19:08 min
Zawodnicy:
Maciek Długosz,
Adrian Smardz,
Piotr Janosz,
Tomek Wolak,
Maciek Mróz,
Jasiek Zborowski,
Kuba Wolak,
Jakub Kamel,
Maciek Budz,
Nikodem Franczak

Recenzja:

1.

Czy w Polsce może powstać naprawdę dobry film snowboardowy? Może! Właśnie obejrzałem Polish Winter DIY…2 razy. Świetne ujęcia, muzyka zgadza się z tym co widać na ekranie. A to ważne i jednocześnie nieoczywiste. Wystarczy obejrzeć ostatnią produkcje firmy na B żeby się przekonać jak obraz i dźwięk się rozbiegają. Pierwsza cześć spowija mrok ulicznych miejscówek, czuć klimat miejskiego streetu, a to wszystko zmiksowane z resztkami śniegu gdzieś w podmiejskiej dziczy na nieoczywistych miejscówkach. Potem ucieczka w duże góry. Park i przestrzeń. Tam prym wiedzie Don Wolaco i Piotr “Wciąż w świetnej formie” Janosz. I wielki finał – ender od Maćka Długosza, aktualnie mojego faworyta. Od dziwnych fabrycznych miejscowej po otwieranie parasolki. 
Te niespełna 20 minut to czas idealnie stracony.

P.

Ocena 10/10

2.
Fajnie nareszcie obejrzeć dłuższy polski film, który pokazuje snowboard w kilku, w sumie nawet różnych, odsłonach. No właśnie, niby wszystko super jednak jest jakieś “ALE…”.
Tak jak ostrzegali podczas pierwszych wykładów, szkoła filmowa rzeczywiście trochę niszczy studentów. Jestem gdzieś tam na pograniczu robienia rzeczy z czystej zajawki i filmowo-fotograficznego skrzywienia.
Z tego powodu, mimo całego klimatu w editcie, pewne rzeczy działają na mnie jak malutka czerwona płachta na małego, jeszcze niezbyt rozjuszonego, byczka. W Polish Winter DIY spoty są naprawdę super. No może środkowy part Tomka i Piotra troszkę mnie nudził, mimo to, że do jazdy chłopaków ciężko mieć zarzuty. Jednak tak jak wspomniałam, miejscówki są ciekawe i dopracowane pod kątem triczkowania.
Kolejna sprawa, moja ulubiona, to strona czysto operatorska. Magia kamery i tak dalej, i tak dalej. I właśnie w tym miejscu wszystko mi się rozjechało. Głównie dlatego, że nie czułam w tym spójności. Klimat miejscami nie trzymał się klimatu, którego się spodziewałam. Chodzi mi głównie o użycie różnych obiektywów w taki mało konsekwentny sposób (tu moje serce podbiło GLUE – tak, wiem, to zupełnie inna produkcja, ale…). Oczywiście ogniskowe to jedna sprawa, a montaż kolejna, jednak mimo wszystko nie zgrywało się to w mojej głowie.
Muzyki czepiać się nie będę, pasowała do tego, co działo się na ekranie.
Zdecydowanie najbardziej podobał mi się part Maćka Długosza. Shred Dad to jak zwykle klasa i styl!

Z.

Ocena 7/10


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *